Nie żałuję że tu przyjechałam – wywiad ze Stefanią Łyczko

W ramach cyklu „Spotkanie z ciekawym człowiekiem” przeprowadziliśmy już sześć interesujących wywiadów, z czego pięć z mieszkańcami gminy Stronie Śląskie. Cieszy to, że lista niezwykle wyjątkowych osób z naszej Małej Ojczyzny, pełnych różnego rodzaju doświadczeń, pasji i zainteresowań, wciąż jest bardzo długa. Dziś zapraszamy Was do przeczytania rozmowy ze Stefanią Łyczko, najstarszą mieszkanką Bolesławowa. Pani Stefania skończyła w tym roku 94 lata, z czego 70 lat przeżyła w Bolesławowie.

Widzę, że niedawno malowane było w domu…

Stefania Łyczko: Jeszcze sobie dam radę wszystko sama zrobić. No, malować to nie.

To prawda, w wieku 94 lat ciężko „skakać” po drabinie (śmiech). Powiem w ten sposób: Znam Panią od kilkunastu lat i utkwił mi pamięci obraz zawsze uśmiechniętej starszej Pani, siedzącej pod schodami w pięknie ufarbowanych włosach i z wyraźna przyjemnością zaciągającą się papierosem. Dom zawsze czyściutko wysprzątany na błysk, w ogrodzie chwasty nie mają szans. Nigdy nie słyszałem z Pani ust słów narzekania, zawsze zadowolona, zawsze uśmiechnięta.

No nie, na razie nie narzekam (śmiech).

Skończyła Pani w tym roku 94 lata. Proszę powiedzieć, od kiedy Pani mieszka w Bolesławowie?

Od 1947 roku.

A skąd Pani tutaj przyjechała?

Z Tarnowa. Tam się urodziłam. W 1943 roku mnie zabrali do Austrii, koło Wiednia, na roboty przymusowe. Pracowałam tam na gospodarce, wraz z Polakiem z mojej rodzinnej wioski. Zaraz po wojnie, gdy Ruskie wkroczyły do Austrii, wróciłam do Tarnowa. Męża przywiozłam…

A skąd Pani męża przywiozła?

A z Rzeszowa. W 1945 roku wzięłam ślub. Po ślubie przyjechałam tutaj sama ja jedna, wybrałam se  tu mieszkanie, załatwiłam w Bystrzycy, pieszo tam chodziłam…

Na piechotę przez góry? To ile trzeba było iść – cały dzień pewnie?

Tak, przez góry chodziłyśmy z sąsiadką. Cały dzień zeszedł.

Potem pojechałam do domu, przywiozłam męża i dzieci – miałam już syna i córkę. Mąż tu pracował w lesie niedługo, bo jak te kopalnie – ten uran otwierali – tak wszystko się tam pchało. Tam robił jakieś dwa lata… no i zmarł.

Ciężka była praca w tych kopalniach?

Ciężka raczej nie, nie narzekali, ale niebezpieczna, wszystko na płuca poszło. No i co… dwa lata pracował… No i zostałam sama z dziećmi.

I musiała Pani sobie radzić sama.

A radziłam se. Miałam wielkie gospodarstwo. Miałam trzy krowy, świnie, kury, kaczki, 3 hektary ziemi. Było co robić. Dzieci jak dorosły to pomagały. Sąsiady też pomagały.

A proszę powiedzieć naszym Czytelnikom, jak wyglądało życie w Bolesławowie w latach powojennych?

No pięknie było, domy wszędzie były, nic nie było zniszczone. Tutaj dużo ludzi przyjeżdżało, było ich więcej niż teraz, ale pobyli chwilę i wyjeżdżali. Gospodarzyć było ciężko, w ziemi same kamienie, urobiłam się. Zimy były straszne, teraz zimy nie ma wcale. Do sklepu jeździli do Stronia na rowerze, czy to lato, czy zima. Ja najdłużej żyję w Bolesławowie.

Czyli nie żałuję Pani, że tutaj przyjechała i nie została w Tarnowie?

Nie żałuję. Dobrze mi tu było. Były zabawy, był klub, była szkoła ludzie się cieszyli, pomagali sobie, trzymali się razem. Ładnie było, wesoło było. A teraz nie ma nic.

Słuchając Pani opowieści, można od razu dać przepis na długie i zdrowe życie. Trzeba dużo pracować,  cieszyć się każdą chwilą…

Ja tak jak mysza pracuję. Ja nie usiedzę, mówię Panu. Wszystko musi być porobione. To sobie siednę, to sobie pośpiewam, poukładam…

No właśnie. Słyszałem, że napisała Pani piosenkę o Bolesławowie…

Pani Stefania bez chwili zastanowienia zaczyna śpiewać:

Nad brzegiem rzeczki

Bolesławów stary leży

W nim kościół ukochany

I szkoła dla młodzieży.

Podajmy wszyscy dłonie

Śpiewajcież pola, łany

Zanućmy: Niechaj żyje

Bolesławów kochany.

Lećże gołąbeczku, lećże

I usiądź na kościele

Zanieś do Bolesławowa

Miłych pozdrowień wiele.

Podajmy wszyscy dłonie

Śpiewajcież pola, łany

Zanućmy: Niechaj żyje

Bolesławów kochany.

Miłe są wioski

Ogrody i zioła

A mnie jest najmilsza

Bolesławowska dola!

I to sobie tak sama ułożyłam.

Pani Stefanio, od naszej redakcji nie będziemy Pani życzyć sto lat, bo sto lat to za mało. Życzymy Pani wiele więcej w zdrowiu i dotychczasowej pogodzie ducha.  🙂

Wywiad przeprowadził Marek Prętki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s